<3 września 2013 rok>
Piekielny dźwięk budzika wydobywał się z telefonu Loui'ego. Jego ręka opadła na urządzenie, tym samym wyłączając okropny dźwięk. Zwlókł się z łóżka i powędrował do kuchni. Zrobił sobie ciepłą kawę. Opadł na krześle przy stole, popijając ciepły napój. Poszedł do łazienki, a tam założył na siebie czerwone rurki oraz szarą koszulę w malutkie, czarne kropki.
Wyszedł z domu. Wsiadł do swojego czarnego mercedesa i odjechał. Po jakimś czasie był pod liceum nr 6 w Londynie. To było miejsce jego pracy. Uczył języka angielskiego, a dziś był dzień zapoznania się ze swoją nową klasą. Tak. Wychowawcą był już kiedyś, ale potem nikogo na wychowawstwo nie dostał. Jednak można śmiało powiedzieć, że był najbardziej lubianym przez uczniów nauczycielem. Chyba tylko i wyłącznie przez jego osobowość. Był dla wszystkich miły, zawsze się uśmiechał i chętnie wszystkim pomagał.
-Wreszcie na miejscu.- powiedział wysiadając z auta. Ruszył do głównego wejścia. Już wkrótce był w pokoju nauczycielskim. Wziął dziennik swojej klasy - pierwszej B - a potem usiadł na jednym z krzeseł i zaczął grzebać w telefonie. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Lou podniósł się z krzesła i wziął odpowiedni klucz z haczyka.
Tommo zbliżał się do klasy kręcącej się po korytarzu. Otworzył drzwi pomieszczenia, które było jego klasą. Wszyscy weszli do środka, a on stanął obok swojego biurka. Uśmiechnął się szeroko, a cała klasa, chórem krzyknęła:
-Dobry!- a Louis na to tylko mruknął cicho "Dzień dobry" i usiadł na krześle, za biurkiem. Jego wzrok powędrował po całej klasie i nagle zauważył go... To ten chłopak z parku. Na jego widok uśmiech zniknął z twarzy Louis'a bardzo szybko.
Aktualnie była lekcja wychowawcza, więc Lou nie musiał za dużo mówić. Wystarczyło, że zapozna się z klasą. Z nowym rocznikiem. Bardzo wesoło podchodził do tego zajęcia, ale widok uśmiechającego się nieśmiało w jego stronę blondyna, od razu zepsuł mu całą radość dnia.
-No więc moi drodzy... Ja jestem Louis Tomlinson i widocznie od teraz będę waszym wychowawcą.- zaczął mówić, a wszystkie osoby spojrzały na niego z uwagą. -No to... Ja teraz będę wyczytywał wasze imiona i nazwiska, a wy... No chyba wiecie.- zaśmiał się Lou posyłając klasie szczery uśmiech. Od początku było pewne, że i oni bardzo polubią tego wesołego mężczyznę.
-Rebeca Adams?- spojrzał na klasę.
-Jestem!- wykrzyknęła brunetka przy ścianie i podniosła rękę. Tommo się do niej uśmiechnął i dalej wyczytywał imiona. Każdą osobę pozdrowił serdecznym uśmiechem, tylko nie jedną osobę...
-Niall Horan?
-Jest!- powiedział blondyn z parku unosząc chudą rękę do góry. Lou nie uśmiechnął się do niego tak jak do innych. Posłał mu tylko lodowate spojrzenie i dokończył wyczytywanie klasy.
Niall wyraźnie posmutniał gdy Louis nie uśmiechnął się do niego, tak jak do reszty. Po prostu zabrał się za rysowanie. Jego ręka podtrzymywała ołówek z gracją posuwający się po kartce. Z tych najpierw niezrozumiałych bazgrołów wyszła postać mężczyzny, a potem już wyraźnie można było ocenić, iż jest to Lou. Jednak blondyn nie poprzestał na tej jednej postaci. Dorysował tam siebie. Rysunek powstał całkiem ładny, chociaż tematyka nie zasługiwała na pochwałę. Bowiem narysował jak całuje się ze swoim wychowawcą.
-Będę także waszym nauczycielem języka angielskiego. Nie bójcie się mnie. Nie gryzę.- zaśmiał się Lou. -Jeżeli macie jakieś problemy to śmiało możecie przychodzić do mnie.- dokończył. Blondyn wcale go nie słuchał. Był pochłonięty rysowaniem.
-Słuchasz mnie?- Lou skierował to pytanie właśnie do niego. Niall szybko zamknął szkicownik, bo Tommo się do niego zbliżył.
-T-tak- wymamrotał blondyn. Lou uniósł jedną brew.
-Mh-hm. W takim razie co powiedziałem?- spytał wrednie.
-Em... Że możemy przychodzić z problemami do pana- odpowiedział posłusznie chłopak. Brunet odszedł od niego i usiadł na swoim krześle. Zaczął coś jeszcze mówić i objaśniać, ale farbowany blondyn nie słuchał go wcale. Był zajęty rysowaniem swoich fantazji.
Zadzwonił dzwonek.
Niall szybko wybiegł z klasy. Chodził bez celu po korytarzu. Zauważył, że Lou ma dyżur. Już chciał do niego podejść, ale ogarnął go strach. Czemu Lou posłał mu takie zimne, pełne nienawiści spojrzenie? To najbardziej nurtowało chłopaka.
-"Chyba mnie nie lubi..."- pomyślał blondyn. Zobaczył, że do nauczyciela podchodzi jakaś kobieta. Młoda. To nieco zmartwiło chłopaka. Uśmiechała się do Louis'a tak szeroko i miło, że aż można by się było porzygać tęczą.
Tommo także uśmiechał się do niej, bardzo szeroko.
-Dawno cię nie widziałem- powiedział Louis.
-Ja ciebie też nie. Tęskniłam- zachichotała Eleanor, bo tak miała na imię.
-Ja też- oznajmił mężczyzna po czym objął El ramieniem. Niall cały czas ich obserwował i słyszał każde ich słowo.
-Dobry!- a Louis na to tylko mruknął cicho "Dzień dobry" i usiadł na krześle, za biurkiem. Jego wzrok powędrował po całej klasie i nagle zauważył go... To ten chłopak z parku. Na jego widok uśmiech zniknął z twarzy Louis'a bardzo szybko.
Aktualnie była lekcja wychowawcza, więc Lou nie musiał za dużo mówić. Wystarczyło, że zapozna się z klasą. Z nowym rocznikiem. Bardzo wesoło podchodził do tego zajęcia, ale widok uśmiechającego się nieśmiało w jego stronę blondyna, od razu zepsuł mu całą radość dnia.
-No więc moi drodzy... Ja jestem Louis Tomlinson i widocznie od teraz będę waszym wychowawcą.- zaczął mówić, a wszystkie osoby spojrzały na niego z uwagą. -No to... Ja teraz będę wyczytywał wasze imiona i nazwiska, a wy... No chyba wiecie.- zaśmiał się Lou posyłając klasie szczery uśmiech. Od początku było pewne, że i oni bardzo polubią tego wesołego mężczyznę.
-Rebeca Adams?- spojrzał na klasę.
-Jestem!- wykrzyknęła brunetka przy ścianie i podniosła rękę. Tommo się do niej uśmiechnął i dalej wyczytywał imiona. Każdą osobę pozdrowił serdecznym uśmiechem, tylko nie jedną osobę...
-Niall Horan?
-Jest!- powiedział blondyn z parku unosząc chudą rękę do góry. Lou nie uśmiechnął się do niego tak jak do innych. Posłał mu tylko lodowate spojrzenie i dokończył wyczytywanie klasy.
Niall wyraźnie posmutniał gdy Louis nie uśmiechnął się do niego, tak jak do reszty. Po prostu zabrał się za rysowanie. Jego ręka podtrzymywała ołówek z gracją posuwający się po kartce. Z tych najpierw niezrozumiałych bazgrołów wyszła postać mężczyzny, a potem już wyraźnie można było ocenić, iż jest to Lou. Jednak blondyn nie poprzestał na tej jednej postaci. Dorysował tam siebie. Rysunek powstał całkiem ładny, chociaż tematyka nie zasługiwała na pochwałę. Bowiem narysował jak całuje się ze swoim wychowawcą.
-Będę także waszym nauczycielem języka angielskiego. Nie bójcie się mnie. Nie gryzę.- zaśmiał się Lou. -Jeżeli macie jakieś problemy to śmiało możecie przychodzić do mnie.- dokończył. Blondyn wcale go nie słuchał. Był pochłonięty rysowaniem.
-Słuchasz mnie?- Lou skierował to pytanie właśnie do niego. Niall szybko zamknął szkicownik, bo Tommo się do niego zbliżył.
-T-tak- wymamrotał blondyn. Lou uniósł jedną brew.
-Mh-hm. W takim razie co powiedziałem?- spytał wrednie.
-Em... Że możemy przychodzić z problemami do pana- odpowiedział posłusznie chłopak. Brunet odszedł od niego i usiadł na swoim krześle. Zaczął coś jeszcze mówić i objaśniać, ale farbowany blondyn nie słuchał go wcale. Był zajęty rysowaniem swoich fantazji.
Zadzwonił dzwonek.
Niall szybko wybiegł z klasy. Chodził bez celu po korytarzu. Zauważył, że Lou ma dyżur. Już chciał do niego podejść, ale ogarnął go strach. Czemu Lou posłał mu takie zimne, pełne nienawiści spojrzenie? To najbardziej nurtowało chłopaka.
-"Chyba mnie nie lubi..."- pomyślał blondyn. Zobaczył, że do nauczyciela podchodzi jakaś kobieta. Młoda. To nieco zmartwiło chłopaka. Uśmiechała się do Louis'a tak szeroko i miło, że aż można by się było porzygać tęczą.
Tommo także uśmiechał się do niej, bardzo szeroko.
-Dawno cię nie widziałem- powiedział Louis.
-Ja ciebie też nie. Tęskniłam- zachichotała Eleanor, bo tak miała na imię.
-Ja też- oznajmił mężczyzna po czym objął El ramieniem. Niall cały czas ich obserwował i słyszał każde ich słowo.
***
Lou powolnym krokiem zbliżał się do swojej klasy gdzie przed, którą czekała cała jego kompania. Wszyscy bez wyjątku. Miał nadzieję, że jego podopieczni nie są tacy jak jego dawna klasa - nieokrzesani i trochę denerwujący.
Otworzył drzwi klasy i wpuścił wszystkie osoby, a sam ulokował się na swoim krześle. Gdy wszyscy już zajęli swoje miejsca uśmiechnął się tajemniczo.
-Dzisiaj odpuszczę wam zajęcia. Pomartwimy się raczej o naszą gazetkę klasową.- wskazał na pustą tablicę korkową. -Kto chce zrobić?- zapytał.
Kilka osób - m. in. Niall - podniosło rękę do góry. Lou spojrzał na wszystkie te osoby uśmiechając się.
-No to może... Rebeca, Simon i... Niall.- dał nacisk na imię blondyna, co spowodowało iż ten się nieco przestraszył.
-"To źle wróży..."- myślał z przerażeniem. Tak, więc mężczyzna objaśnił na jaki temat ma być gazetka i zanim się obejrzał zadzwonił dzwonek. Dla tej klasy oznaczał on koniec wszystkich lekcji.
-Niall. Możesz na chwilę zostać?- spytał Lou. W oczach chłopaka pojawiło się przerażenie. Lou nie chciał go zastraszać, ale musiał coś zrobić.
Gdy wszyscy wszyli, a oni zostali sami w klasie, Louis zamknął drzwi i zbliżył się do blondyna.
-Czy mógłbym zobaczyć twój szkicownik?- spytał patrząc na daną rzecz, którą chłopak trzymał w lewej ręce.
-N-nie ma tam nic c-ciekawego...- wyjąkał Niall.
-Proszę żebyś mi go pokazał. Chciałbym zobaczyć co jest ważniejsze od tego co do was mówię- oznajmił Lou. Uśmiechał się przy tym szyderczo, co jeszcze bardziej przeraziło blondyna.
-N-naprawdę nie ma t-tam ni...- zaczął, ale Tommo wyrwał mu przedmiot z ręki i otworzył go. Zaczął przeglądać wszystkie strony. Na pierwszych znajdowały się prymitywne rysunki drzew, ludzi i zwierząt. Dalej natomiast był on. Potem zobaczył rysunek gdzie niby całuje się z Niall'em, a dalej były inne fantazje z nim.
-Czy mogę wiedzieć co to jest?- spytał lekko zdenerwowany mężczyzna. Blondyn milczał. -Chciałbym uzyskać odpowiedź- dodał po długiej chwili ciszy.
-To są... Moje rysunki- wymamrotał chłopak.
-Twoje rysunki ze mną. Twoje chore fantazje ze mną- w tym momencie Lou podniósł głos.
-N-nie...- powiedział ledwo słyszalnie Niall.
-Czy ja mam to pokazać twoim rodzicom?
-Nie! Oni nie mogę wiedzieć, że jestem...- tu jego głos się urwał.
-Że jesteś?
-To nie istotne...
-Słuchaj mały. Ja do ciebie nic nie mam, ale będę mieć jeśli mi tego nie wytłumaczysz. Rozumiesz?
-No bo... Ja jestem... mghrhm...- powiedział niezrozumiale ostatni wyraz.
-Jesteś kim?
-Gejem- po jego policzkach spłynęło kilka łez. Lou uśmiechnął się do niego lekko.
-Nie płacz mały- mówiąc to objął go ramieniem i przytulił do siebie. Chłopak wtulił się w tors Loui'ego.
-Ale... Nie powie pan tego moim rodzicom? Oni nienawidzą gejów... I na pewno wyrzucą mnie z domu- wyszlochał chłopak.
-Nie powiem- odpowiedział spokojnie mężczyzna. -A teraz leć do domu- dodał i wstał. Oboje wyszli z klasy. Louis ją zamknął, a potem poszedł do pokoju nauczycielskiego. Niall wyszedł z budynku szkoły. Na dworze Jim rzucił się na niego z furią.
-Dawaj kasę!- wykrzyknął.
-Ja n-nie mam pieniędzy... Zostaw mnie!
-Mówię dawaj kasę!- powtórzył Jim. Z budynku wyszedł Louis. Od razu gdy zobaczył to zdarzenie, podszedł do Jima od tyłu i położył mu rękę na ramieniu. Ten odwrócił się przestraszony.
-Jim..? Co ty znowu wymyśliłeś?- spytał błagalnym głosem.
-Ekhehe... Nic- powiedział szybko i uciekł.
-Egh... Zastanawiający człowiek- westchnął Lou.
-Dziękuję Lou...- zaczął blondyn. -Panu, panie Tomlinson- poprawił się natychmiastowo.
-Ej. Nie przypominam sobie żebyśmy byli na ty- zaśmiał się Tommo. Niall wbił wzrok w ziemię. Chciał uniknąć karcącego spojrzenia Louis'a. Ale on nie patrzał już na niego tak lodowato i z pogardą.
-M-mogę iść z panem?- spytał cicho chłopak.
-No wiesz... Mam trochę syf w domu, więc myślę, że nie chciałbyś tam wchodzić- powiedział Lou.
-Nie o to mi chodzi...
-Wiem. Żartuję sobie- zachichotał mężczyzna. Dobrze wiedział o co chodzi dzieciakowi. -Jasne, że możesz- dodał łagodnie. Zbliżyli się do parku. TEGO parku...
-Egh. Nadal mi nie powiedziałeś czemu rysujesz... Coś takiego- wyrwało się Loui'emu.
-Ygh... Muszę już iść- oznajmił blondyn. Pocałował lekko Louis'a w policzek i uciekł. Tommo przejechał delikatnie dłonią po miejscu gdzie dotknęły go usta chłopaka.
-Ech...- westchnął. Wziął duży haust powietrza do płuc i udał się do swojego domu. Uważał, że na dzisiaj wystarczy mu wszystkich takich zdarzeń.
-Agh. Długo nie było rozdziału. Chyba nie będę robić więcej takich przerw między wstawieniem. c: W każdym razie jest. :3 Next będzie 13-14 stycznia. c:
-Nie płacz mały- mówiąc to objął go ramieniem i przytulił do siebie. Chłopak wtulił się w tors Loui'ego.
-Ale... Nie powie pan tego moim rodzicom? Oni nienawidzą gejów... I na pewno wyrzucą mnie z domu- wyszlochał chłopak.
-Nie powiem- odpowiedział spokojnie mężczyzna. -A teraz leć do domu- dodał i wstał. Oboje wyszli z klasy. Louis ją zamknął, a potem poszedł do pokoju nauczycielskiego. Niall wyszedł z budynku szkoły. Na dworze Jim rzucił się na niego z furią.
-Dawaj kasę!- wykrzyknął.
-Ja n-nie mam pieniędzy... Zostaw mnie!
-Mówię dawaj kasę!- powtórzył Jim. Z budynku wyszedł Louis. Od razu gdy zobaczył to zdarzenie, podszedł do Jima od tyłu i położył mu rękę na ramieniu. Ten odwrócił się przestraszony.
-Jim..? Co ty znowu wymyśliłeś?- spytał błagalnym głosem.
-Ekhehe... Nic- powiedział szybko i uciekł.
-Egh... Zastanawiający człowiek- westchnął Lou.
-Dziękuję Lou...- zaczął blondyn. -Panu, panie Tomlinson- poprawił się natychmiastowo.
-Ej. Nie przypominam sobie żebyśmy byli na ty- zaśmiał się Tommo. Niall wbił wzrok w ziemię. Chciał uniknąć karcącego spojrzenia Louis'a. Ale on nie patrzał już na niego tak lodowato i z pogardą.
-M-mogę iść z panem?- spytał cicho chłopak.
-No wiesz... Mam trochę syf w domu, więc myślę, że nie chciałbyś tam wchodzić- powiedział Lou.
-Nie o to mi chodzi...
-Wiem. Żartuję sobie- zachichotał mężczyzna. Dobrze wiedział o co chodzi dzieciakowi. -Jasne, że możesz- dodał łagodnie. Zbliżyli się do parku. TEGO parku...
-Egh. Nadal mi nie powiedziałeś czemu rysujesz... Coś takiego- wyrwało się Loui'emu.
-Ygh... Muszę już iść- oznajmił blondyn. Pocałował lekko Louis'a w policzek i uciekł. Tommo przejechał delikatnie dłonią po miejscu gdzie dotknęły go usta chłopaka.
-Ech...- westchnął. Wziął duży haust powietrza do płuc i udał się do swojego domu. Uważał, że na dzisiaj wystarczy mu wszystkich takich zdarzeń.
-Agh. Długo nie było rozdziału. Chyba nie będę robić więcej takich przerw między wstawieniem. c: W każdym razie jest. :3 Next będzie 13-14 stycznia. c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz