wtorek, 14 stycznia 2014

ROZDZIAŁ III

<4 września 2013 rok>

-I macie zrobić to na przyszły piątek.- powiedział Lou gdy dzwonek oznaczający koniec lekcji przestał wydawać te piekielne dźwięki. Gdy wszyscy wyszli Louis zatrzymał Nialla, który nie tak dawno temu zwierzył mu się z czegoś poważnego.
-Niall... Musimy porozmawiać- powiedział Lou po czym zamknął drzwi klasy. Usiadł na jednej z ławek w pierwszym rzędzie. W oczach blondyna zagościło przerażenie. -Nie bój się, nie zjem cię. Chcę żebyś mi powiedział... Co mają znaczyć te twoje rysunki?- w sporym pomieszczeniu, w tej minucie panowała tylko i wyłącznie cisza.
-No... To są takie... Moje szkice...- próbował wytłumaczyć się Niall.
-Dlaczego narysowałeś jak... się ze mną całujesz?- spytał brunet, a w jego głosie słychać było obrzydzenie. Ni - bo tak postanowił nazywać go Lou - przełknął ślinę.
-Ja nie chcę mówić... O moich rysunkach...
-Dobrze... Skoro nie chcesz, to cię nie zmuszam. Po prostu chciałem wiedzieć... A o resztę rysunków ze mną nawet się nie pytam- rzekł Tommo. Niebieskooki blondyn wbił wzrok w podłogę. 
-Ja to wszystko wyrzucę...- oznajmił.
-Słuchaj... Nie chodzi mi o to żebyś wyrzucił swoje prace, bo ładnie rysujesz, ale myślę, że nie koniecznie takie rzeczy są... ciekawe- rzekł Lou.
-Czy to by było głupie... albo odrzucające gdybym powiedział, że... pana kocham?- spytał cicho Ni.
-Em... Raczej nie
-No, więc... Rysowałem takie rzeczy bo pana kocham- chłopak bardzo się zarumienił. Tommo nie odzywał się przez dłuższą chwilę. W klasie panowała okropna cisza. Mężczyzna objął ramieniem blondyna. Ten w odpowiedzi wtulił się w jego tors. 
-Możemy być przyjaciółmi. Jestem hetero...- powiedział Lou. Iskry w oczach chłopaka znikały z każdym słowem Loui'ego. 
-Więc... Teraz jesteśmy na ty?
-Tak- uśmiechnął się mężczyzna. -A możesz mi coś obiecać?
-Zależy co...
-Nie całuj mnie więcej bez mojej zgody... Dobrze?
-Dobrze
-A teraz idź już do domu- rzekł Boo, a Niall wstał z ławki i wyszedł z klasy. Lou został jeszcze przez chwilę w tym pomieszczeniu. Jednak po kilku minutach sam udał się do domu. Gdy przechodził przez park, obok TEGO drzewa, poczuł jak motylki zawładnęły jego podbrzuszem.
-Pieprzone uczucia...- mruknął. Odszedł od tego wstrętnego miejsca. Doszedł do swojego ponurego domu. Gdy wszedł upadł na kanapę. -Dupa mnie boli od tego siedzenia na ławce... Jej róg wbił mi się w tyłek...- jęknął. Wstał  z miękkiej sofy i udał się do kuchni. Wyciągnął z lodówki kanapkę. Zaczął ją pochłaniać. Jego "obiad" przerwał dzwonek do drzwi. Podszedł do nich i otworzył. Ukazała się tam kobieta... I Niall.
-Dzień dobry- powiedziała.
-Dzień dobry...- odpowiedział oszołomiony Lou.
-Jestem mamą Nialla. Pan Tomlinson, tak?
-Tak. Co się stało?
-To się stało- powiedziała wręczając mu szkicownik swojego syna. 
-Co to jest?- spytał niewinnie Lou.
-Znalazłam to w plecaku mojego syna, a on powiedział, że to nie jego i ktoś musiał to mu podłożyć. Niech pan zobaczy jakie rysunki są w środku- rzekła kobieta.
-Dobrze...- odpowiedział Tommo i zaczął przeglądać znane mu już rysunki. -Co to jest!? Kto to rysował!?- udawał zdenerwowanego.
-Nie mam pojęcia, ale podejrzewam, że mógł to być ktoś z pana klasy. Jak on może rysować takie rzeczy z panem i Niallem- oburzyła się mama blondyna.
-Tak... Zachowam to i sprawę będę rozpatrywał w szkole- oznajmił mężczyzna. Kobieta kiwnęła głową. Louis uśmiechnął się sztucznie.
-Może wejdzie pani na chwilę?- zaproponował mężczyzna. Pragnął zrobić na niej dobre wrażenie, żeby niczego mu nigdy nie ośmieliła się zarzucić. Taki jego tani chwyt. 
-Nie dziękuję. Musimy już iść- powiedziała i poszli. Mężczyzna westchnął ciężko. Spojrzał za okno. Pogoda dopisywała, więc postanowił wybrać się na spacer, po dobrze znanym mu parku. Tak, więc założył na nogi wygodne buty i wyszedł. Skręcił w prawo. Wszedł do jego ulubionej kawiarenki.
-To co zwykle.- powiedział do obsługującego go Toma. Wyszedł z ciepłym napojem w prawej ręce. Skierował się do parku. Usiadł na ławce, na tej ławce, z której przyłapał Nialla, na rysowaniu go. Tym razem jednak nie było go pod drzewem na przeciwko.
-Ile ja bym dał żeby teraz tu był...- mruknął Tommo. Natychmiast oczyścił głowę z dziwnych myśli. Wyciągnął z tylnej kieszeni spodni szkicownik blondyna, który schował tam po wizycie nieproszonych gości. Zaczął uważnie przeglądać wszystkie rysunki. Niektóre były zwykłe, inne słodkie, a jeszcze inne na maksa dziwne. 
-Ma talent, ale to nie znaczy, że ma go w ten sposób używać.- wymamrotał Lou. Spojrzał przed siebie. Ze zdziwienia aż podskoczył, przez co jego kawa prawie się wylała. Przed nim stał Niall.
-Wiem...- bąknął. -Ale nie mogę się powstrzymać- dodał.
-Egh... Tak... Chyba rozumiem
-Dziękuję, że mi pomogłeś- powiedział blondyn. 
-Nie ma za co... Nie chciałem żeby cie rodzice wyrzucili z domu- uśmiechnął się. 
-Nie wiem co bym zrobił gdybyś mnie nie lubił...
-Wiesz, że na początku tak było? Miałem do ciebie urazę za to, że mnie rysowałeś- oznajmił Lou.
-Wiem i przepraszam
-Teraz nie masz za co- mężczyzna posłał blondynowi szeroki, szczery uśmiech. Chłopak usiadł na ławce obok bruneta i wtulił się w niego.
-Niall...
-Tak?
-Jesteśmy w miejscu publicznym, a ja chciałbym jednak mieć żonę i dzieci- oświadczył Lou. Niebieskooki złapał aluzję i odsunął się od bruneta. Mimo iż było mu przykro nie okazywał tego, bo rozumiał, że jego ukochany nie chce z nim być, bo jest normalny. 
W końcu Louis wstał z ławki. 
-Muszę już iść...- uśmiechnął się lekko na pożegnanie. 
-Am... A oddasz mi mój szkicownik?
-Nie sądzisz, że bezpieczniejszy będzie u mnie? Jeśli twoja mama znowu go znajdzie?
-No tak... Racja- przyznał blondyn, po czym udał się do swojego domu. Louis poszedł w przeciwną stronę, do siebie. Gdy wrócił od razu poszedł się umyć. Spłukał z siebie wszystkie wydarzenia. Założył czyste bokserki i poszedł oglądać film.
Gdzieś koło pierwszej nad ranem poszedł spać. Zasnął jak skała, na swoim twardym i niewygodnym łóżku. Nie mógł obudzić go nawet największy hałas.


-Next będzie dopiero 21 stycznia :c Trochę poczekacie, ale po prostu w innych terminach nie dam rady Wam tego dodać... -.- No nic, paaaaaaa :*

Brak komentarzy: