sobota, 28 grudnia 2013

ROZDZIAŁ I

<21 sierpnia 2013 rok>

Ciepłe powietrze wpadało do pomieszczenia niczym stado ptaków. Orzeźwiało i uspokajało mężczyznę leżącego w łóżku, pod czerwoną kołdrą. Nerwowo przekręcał się z boku na bok. Czuł niewygodę. Cóż miał na to poradzić? Łózko zawsze zdawało mu się być okropnie twarde. Powoli, leniwie spełznął ze swojego łóżka i udał się prosto do łazienki. Zrobił porządek z wiecznie rozczochranymi włosami, a potem ubrał się w ciemne jeansy, koszulę i marynarkę.
-No Lou, co dziś jemy?- spytał sam siebie. Jego oczy zabłysnęły na samą myśl o pysznych naleśnikach. Jednak, ponieważ był leniem i do tego nie umiał gotować postanowił zjeść zwykłe tosty. Jak postanowił, tak zrobił. Już po chwili siedział w kuchni i pochłaniał przypieczony, chrupiący chleb z serem. Uśmiech pojawił się na jego twarzy bardzo szybko, tak bez powodu, jak to u niego zwykle bywa. To bardzo częste. 
-Mmmm...- z jego głębi wydobył się taki odgłos. Był najedzony. Najedzony pysznym posiłkiem, który spożywał prawie codziennie. Spojrzał za okno z nadzieją, że nie pada. Miał szczęście. Pogoda dopisywała. Można było spokojnie wyjść na spacer, bez parasola. Uwielbiał chodzić do parku, siadać na ławce i popijać kawę, wcześniej zakupioną w sklepie niedaleko.
-No Lou. Gratulacje, wyglądasz dziś wyjątkowo przystojnie!- pochwalił samego siebie patrząc w lustro. Jeszcze raz poprawił swą długą grzywkę, założył buty i wyszedł z małego domku, przepełnionego pustką. Zamknął drzwi na klucz. Szedł wzdłuż tej ponurej, szarej, pustej uliczki, która okropnie go przytłaczała. Mogła zepsuć humor w najpiękniejszy dzień, ale ni dziś. Ten tydzień już od początku zapowiadał się obiecująco i nic nie może go teraz zepsuć. Tommo by na to nie pozwolił. Tak jak zawsze skręcił w prawo, a potem zatrzymał się w małej kawiarence na rogu.
-To co zwykle, Tom!- wykrzyknął wesoło już w wejściu. Mężczyzna za lada uśmiechnął się przyjacielsko i zaczął zaparzać pyszną kawę, którą tu serwowano. Tom był dobrym przyjacielem Louis'a. Zawsze spędzali ze sobą sobotnie popołudnia, na oglądaniu meczy i innych takich, typowo męskich zajęciach. Lou usiadł przy blacie.
-Proszę bardzo- powiedział Tom podając mężczyźnie ciepły napój.
-Dzięki- uśmiechnął się Lou.
-Proszę bardzo, stary- Tom odwzajemnił uśmiech. Lou podał mu odpowiednią ilość pieniędzy i jak zwykle, ulotnił się z kafejki. Zaczął powolnym korkiem zbliżać się do parku, w którym niemal codziennie przesiadywał. Wyjątkiem były dni kiedy miał dużo pracy lub był chory. Jednak dziś był całkiem wolny od wszelkich zobowiązań. 
-Ach...- westchnął nabierając dużą ilość powietrza do płuc. Pogoda była wręcz idealna na taki spacer. Mężczyzna był coraz bliżej ławki, na której zwykle przesiadywał. Już w oddali zauważył chłopaka o blond włosach, pogrążonego w swoich szkicach. Mnóstwo kartek i ołówków walało się po ziemi, wokół niego. Siedział tam codziennie i zawsze robił to samo - rysował.
-"Co za rutyna... Mimo wszystkiego kocham ten park."- pomyślał szeroko się uśmiechając Louis. Usiadł tam gdzie zwykle - na ławce, na przeciwko rysującego blondyna. 
On natomiast, pogrążony w swoich rysunkach nawet nie zauważył, że mężczyzna, którego tak często tu widywał znów się pojawił. Jednak gdy tylko zobaczył znajomą postać od razu przewrócił kartkę w swoim szkicowniku i zaczął nowy projekt. Ołówek jak burza posuwał się po kartce z pomocą ręki chłopaka. Był bardzo skupiony na swojej pracy. Co chwilę spoglądał na Louis'a aby dobrze wszystko narysować. Jeśli chodzi o rysunki, był perfekcjonistą. 
Lou, skupiony jak zawsze na swoim napoju postanowił jednak raz spojrzeć na tego chłopaka, którego tak często widywał, ale nie znał osobiście. Gdy zobaczył, że spojrzenie blondyna zalega na nim jak głaz od razu się poruszył. Jego oddech stał się bardzo nerwowy, a serce zaczęło mocniej bić.
-"Czy on..?"- przemknęło przez jego głowę. Natychmiast wstał i zbliżył się do tej niby niewinnej osóbki, która kuliła się pod drzewem ze swoim pracami. Gdy tylko zobaczył przed sobą dobrze zbudowaną sylwetkę mężczyzny, w jego oczach zagościło przerażenie. 
-Czy ty mnie dzieciaku rysujesz!?- zdenerwował się Tommo. Chłopak nic nie odpowiedział i tylko przewrócił strony szkicownika. Louis coraz bardziej zniecierpliwiony po prostu wyrwał mu z rąk zielony notes. Zaczął przewracać kartki. Cały czas natykał się na rysunki... Siebie! 
-"Co to ma być!? Dlaczego ten dzieciak mnie rysuje!? Ja go nawet nie znam, a on mnie tym bardziej!- denerwował się w myślach Lou. Chłopak o blond włosach wbił się plecami w drzewo. 
-Co to jest!?- wykrzyknął pełen furii Louis. Niebieskooki wciąż nie odpowiadał. -Zboczeniec...- mruknął Lou odchodząc od dobrze znanego mu miejsca i tego dziwnego chłopaka, który miał w swoim zeszycie mnóstwo rysunków Loui'ego. 
Mężczyzna szybkim krokiem powrócił do swojego domu, wbitego w jednym z ciemnych zaułków. Otworzył drzwi i czym prędzej opadł na miękką sofę w salonie. Przetarł swoją twarz dłońmi, a nogi oparł na stoliku, naprzeciwko kanapy. 
-Co za psychiczne dziecko... Czy on mnie w ogóle zna? Jeśli tak, to skąd? Ja nie mam pojęcia kto to jest i szczerze, wolę nie mieć pojęcia...- dręczył się Tommo. Za to blond włosy chłopak nadal siedział pod drzewem, a jego szkicownik leżał na ziemi, obok niego. Nie mógł pozbierać myśli, uporządkować tych wszystkich zdarzeń. Można śmiało powiedzieć, że był w rozsypce. 
-Co ja zrobiłem..?- jęknął zasmucony. Jednak dokończył swój rysunek dodając nad postacią siedzącego Louis'a serduszko i odszedł do swojego domu. 
Tommo już nie przejmował się tym co wydarzyło się dziś w parku. Po prostu zajął się sobą. Oglądał telewizję, a potem postanowił zamówić pizzę. Tak. Jedną dużą pepperoni dla siebie jednego. Nie można powiedzieć, że brakowało mu apetytu. Wręcz przeciwnie. Wyciągnął telefon z kieszeni spodni i wybrał numer znajomej pizzerii. 
-Halo? 
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?- odezwał się głos w słuchawce.
-Chciałbym zamówić pizzę pepperoni- Louis podał adres mieszkania i pozostało mu tylko czekać na wyśmienity posiłek.
Boo Bear - bo tak nazywali go przyjaciele - lubił także czasami coś przeczytać. Często były to jakieś horrory lub inne dziwne książki, które strasznie go wciągały. Nigdy nie narzekał na brak towarzystwa, choć w tamtej chwili mógł śmiało powiedzieć, że został sam. Po całym domu rozniósł się donośny odgłos dzwonka. Lou podniósł się z wygodnej kanapy i otworzył drzwi. Przyjął pizzę, zapłacił, a potem zabrał się na pochłanianie zawartości białego pudełka. 


***

Strugi ciepłej wody spływały po nagim ciele mężczyzny. W końcu, po długim czasie wyszedł z pod prysznica i owinął się śnieżnobiałym ręcznikiem. Wytarł się, a potem założył czyste bokserki. Powędrował do swojego pokoju. Rzucił się na łóżko. 
-Eagh... Ten chłopak jest zastanawiający... Kim on jest?- dalej zastanawiał się Boo. Przykrył się czerwoną, miękką kołdrą. -Nie chcę mieć z nim nic wspólnego...- jęknął. Przekręcił się na drugi bok, a następnie zapadł w głęboki sen.


-Następny rozdział 8-9 stycznia c:

Brak komentarzy: