wtorek, 21 stycznia 2014

ROZDZIAŁ IV

<5 września 2013 rok>

Blondyn powoli uchylił powieki. Powoli zszedł z łóżka i poszedł do kuchni, gdzie czekało na niego pyszne śniadanie. Naleśniki z sosem karmelowym. To było ulubione danie Nialla.
-Mniam.- powiedział na widok swojego posiłku. Natychmiast zabrał się za jedzenie, bo nie można powiedzieć, że nie lubił jeść. Apetyt zawsze mu dopisywał. Gdy skończył jeść śniadanie, poszedł założyć na siebie czyste ubrania - jasne rurki, błękitną koszulkę z jakimiś stworkami i bluzę. Zarzucił plecak na ramię i poszedł do szkoły.


***

Ostatnia lekcja Louis'a przebiegała spokojnie. Choć zazwyczaj ostatnią lekcje miał ze swoją klasą to były dwa dni, w których tak nie było - środa i piątek. Właśnie miał lekcje z podstawówką. Stało się tak albowiem to liceum było połączone z podstawówką (niegdyś znajdowało się tam gimnazjum, ale je przeniesiono), a Lou był jednym z nauczycieli uczących w podstawówce. Uczył oczywiście klasy IV-VI i liceum. 
-Więc tak właśnie mniej więcej ma wyglądać opowiadanie- powiedział, a jedna dziewczynka uniosła rękę ku górze.
-Tak Rachel?- spytał uśmiechając się Tommo.
-Jak to mniej więcej?- spytała głupio dziewczynka z czwartej klasy.
-Egh... Mniej napiszecie zgodnie z planem, który podałem, więcej zrobicie według swojego uznania, nieprawdaż?- zaśmiał się Louis, a wszyscy potakująco pokiwali swoimi małymi główkami. -No tak... Ale mam nadzieję, że coś z tego chociaż zrozumieliście- uśmiechnął się brunet. 3/5 klasy przecząco pokręciło głowami. Louis nie powiedział już nic. Usiadł na swoim krześle i zapisał coś w dzienniku.
-Spakujcie się.- rzekł, a dosłownie chwilę potem zadzwonił dzwonek na przerwę. 
Gdy wszyscy wyszli z pomieszczenia, Lou zamknął drzwi na klucz. Odniósł go wraz z dziennikiem do pokoju nauczycielskiego. Ponieważ musiał jeszcze coś załatwić... z Eleanor, poszedł na piętro gdzie miała ona klasę. Jednak jego uwagę po drodze przykuło coś innego. 
Przez pierwszą minutę nie był pewien co się dzieje i czy dzieje się to naprawdę, ale gdy usłyszał głos blondyna, błagający o pomoc, od razu zareagował. Podszedł do Jima i Nialla. Jim na jego widok popchnął mocno niebieskookiego na ścianę i uciekł. Ten uderzył o nią głową. Na szczęście nie zaczął krwawić. Lou podbiegł do niego i pomógł wstać.
-Wszystko w porządku? Co tu się stało?- spytał nerwowo. 
-Chciał mnie pobić... Głowa mnie boli- wymamrotał Ni. Lou zaczął prowadzić go na dół, wziął dziennik i klucz do swojej klasy. Weszli tam razem, a Boo zamknął drzwi za Niallem. Ten z kolei bezsilnie opadł na krzesło.
-Zadzwonię do twoich rodziców.- oświadczył Lou. Niall nie miał siły nawet pokiwać głową, którą tak mocno uderzył o ścianę. Lou wbił odpowiedni numer i przyłożył niebieskie urządzenie do ucha. 
-Halo?... Dzień dobry, z tej strony Louis Tomlinson.... Tak.... Mh-hm, byłbym wdzięczny..... Nie, wytłumaczymy pani na miejscu.... W takim razie proszę jak najszybciej przyjeżdżać.... Tak, tak..... Do widzenia- zakończył rozmowę Lou, a Niall uważnie się jej przysłuchiwał, ale nie mógł dosłyszeć co mówiła jego mama.
-Twoja mama zaraz tu będzie. Nie martw się... Wszystko będzie dobrze- pocieszył go Lou.
-Strasznie boli mnie głowa...- jęknął chłopak.
-Wiem.... Nieźle rąbnąłeś o tą ścianę- rzekł brunet. Niall nic nie odpowiedział. 
-Co się właściwie stało?- zaciekawił się mężczyzna.
-Jim... Ciągle mnie męczy o kasę, ale ja nie chcę mu nic dawać... 
-Czemu mi tego nie powiedziałeś?- dociekał.
-Nie wiem...- wymamrotał ledwo słyszalnie niebieskooki.
Wkrótce potem pojawiła się jego mama. Była okropnie przerażona, nie wiedząc co stało się jej synowi. Lou starał się ją jakoś uspokoić.
-Widzi pani... Jeden z chłopców... Chyba pobił pani syna. Widziałem niestety tylko jak uderzył głową o ścianę. Dość mocno... Ciągle mówi, że głowa go boli. Radziłbym zabrać go do szpitala- oświadczył Lou.
-Jak to pobił!?- przestraszyła się kobieta. Nic nie mówią chwyciła syna za ramię i pociągnęła za sobą.
-Dziękuję, że pan zadzwonił. Do widzenia- powiedziała wychodząc. 
-Nie ma za co... Zdrowia życzę!- wykrzyknął na pożegnanie mężczyzna. Było mu szkoda blondyna. Jego matka w ogóle nie wiedziała, że jest z nauczycielem na ty. Nigdy by jej nie przyszło do głowy, że szesnastolatek może zaprzyjaźnić się z dwudziestopięciolatkiem... W dodatku ze swoim nauczycielem. Nie wiedziała i lepiej żeby się nie dowiedziała.
Louis'a coś ciągnęło do tego uroczego chłopaka. Mimo iż był człowiekiem, jak to określił, normalnym, do tej jednej osoby czuł coś innego. Nie była to raczej miłość, bo to nie możliwe, ale na zauroczenie też to nie wyglądało. 
Niall był w drodze do szpitala. Gdy czerwony samochód stanął na parkingu, blondyn wysiadł, a zaraz potem jego matka. Natychmiast weszli do ogromnego budynku, wypełnionego odorem, okropnym smrodem wydalanym przez leki i chorych.
-Nie chcę tu być...- jęknął Ni.
-Musimy sprawdzić czy wszystko z tobą w porządku- powiedziała stanowczo matka Niallera. 
-Ech...- westchnął chłopak.


***

-Więc wszystko jest w porządku?- spytała mama blondyna.
-Nie do końca... Nie jestem pewny. Może mieć lekki wstrząs mózgu. Zostawimy go na obserwacji i zobaczymy co będzie dalej, a pani może na razie udać się do domu. Proszę tylko zostawić numer telefonu. Swój, męża, domowy czy jakikolwiek inny. Po prostu żebyśmy mogli się z panią skontaktować w razie czego- odrzekł lekarz. Kobieta podała wszystkie możliwe numery telefonów, ucałowała Nialla w czoło i wyszła z budynku. Chłopak został zaprowadzony do sali gdzie kazali położyć mu się do łóżka szpitalnego i odpocząć. 
-"Ile ja bym dał żeby Lou był teraz przy mnie."- pomyślał. Nie musiał martwić się o nieobecność Louis'a, bo on martwił się o niego tak samo, a nawet jeszcze bardziej. Po długim przekręcaniu się z boku, na bok i rozmyślaniu blondyn zapadł w głęboki sen.

-Z lekkim opóźnieniem,ale jest! :D Następny rozdział będzie już 25 stycznia 2014! c:

Brak komentarzy: